Szłam opustoszała ulicą, ciągnąc walizkę. Była duża, ciężka i neonowo różowa. Na pewno wyróżniała się pośród wszystkich ludzi i walizek. W pewnej chwili zatrzymałam się i rozejrzałam dookoła. Dostałam gęsiej skórki i czułam na sobie czyiś wzrok.
-Ej, lala! Chciałabyś zobaczyć może zwierzę w moim przytulnym domku?
Z cienia wyszedł jakiś mężczyzna. Miał obdarte ubrania i podkrążone oczy, jak u szopa pracza. Zachichotałam cicho i przybliżyłam się do niego, nie dbając o swoje bezpieczeństwo.
-Wie pan, gdzie jest ta ulica?
Pokazałam mu karteczkę, a on na nią spojrzał.
-Może wiem, może nie wiem. Za całuska może odzyskam pamięć.
Przewróciłam oczami, odgarnęłam włosy i odwróciłam się od niego. To była błąd bo szanowny dżentelmen zaszedł mnie od tyłu i przyłożył zimny nóż do gardła.
-Zrobisz to po dobroci...
Nie dokończył bo kopnęłam go obcasem w męski narząd. Skulił się i pisnął jak szczur.
-A teraz...Gadaj, gdzie to jest?
Wskazał palcem i padł na ziemię, rzucając niemiłymi wyzwiskami w moją stronę.
-Dziękuję bardzo, cher Monsieur.
Skłoniłam się nisko i ciągnąc dalej walizkę, ruszyłam przed siebie.
-Jacy mili i uprzejmi ludzie. Już mi się zaczyna tu podobać- powiedziałam do siebie.
Gdy doszłam na miejsce, zapukałam w wielkie, dębowe drzwi. Otworzyła mi ciotka. Zmrużyła oczy, cmoknęła kilka razy i chłodno rzekła.
-W końcu jesteś, Barbie. Dłużej się nie dało?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz